Program In Vitro bez Ryzyka - Twoja szansa na zdrowe dziecko. x

Mój najmłodszy brat urodził się z zespołem Downa.

Miałam wtedy 18 lat i nie myślałam jeszcze o tym, by zakładać własną rodzinę.

Przed trzydziestką wyszłam za mąż i zaczęliśmy starać się o dziecko. Niestety mijał czas, a ja nie zachodziłam w ciążę. Nigdy nie miałam większych problemów ze zdrowiem, może czasem nieregularnie miesiączkowałam, ale do tej pory wszyscy ginekolodzy twierdzili, że spokojnie mogę zostać mamą. Zaczęłam się niepokoić, gdy po dwóch latach nic się nie zmieniało.

moja historiaKochaliśmy się często,  prowadziliśmy zdrowy tryb życia, spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu, uważaliśmy na to, co jemy. W końcu namówiłam męża, byśmy sprawdzili, co jest nie tak. W klinice musieliśmy wykonać sporo badań i odpowiedzieć na szereg szczegółowych pytań. Na szczęście pani doktor, która z nami rozmawiała była bardzo sympatyczna. Od razu złapaliśmy kontakt, mimo, że mój ukochany miał na początku spory dystans do ‘leczenia’. Po wizycie postanowiliśmy też zasięgnąć porady genetyka.

Wiedziałam, że wada u mojego brata może oznaczać, że mam jakieś rodzinne obciążenie genetyczne. Potwierdził to specjalista, choć i uspokoił nas. Wątpliwość jednak pozostała, zwłaszcza, że nie udawało nam się w naturalny sposób począć dziecka. Wyniki badań nie przyniosły żadnej nowej informacji. Niepłodność idiopatyczna, czyli taka o nieznanym podłożu – brzmiała diagnoza.

Postanowiliśmy poczekać jeszcze kilka miesięcy, a jeśli cierpliwość nie wystarczy, by stał się cud, oddać się w ręce lekarzy. Pod koniec roku zdecydowaliśmy się podejść do in vitro. Z forów dowiedziałam się, że można ograniczyć ryzyko zespołu Downa podczas takiego leczenia.

W klinice zaproponowano nam In Vitro Bez Ryzyka – nasze zarodki miały zostać przebadane pod kątem obciążenia genetycznego występującego w mojej rodzinie. Myślę, że to była bardzo dobra decyzja i jestem wdzięczna lekarzom za pomoc. Okazało się, że na cztery zarodki, które właściwie rosły, dwa był chore. Nie wiem, czy to dużo czy mało, a jednak gdy patrzę na nasze bliźniaki, jak się rozwijają, śmieją, bawią, jestem tak bardzo szczęśliwa, że są zdrowe.

Spotkałam się z różnymi opiniami i na temat in vitro, i diagnostyki, którą wykonaliśmy – mam na nie jedną odpowiedź. Nikt nie zrozumie, co czuje niepłodna osoba, jeśli sam tego nie doświadczy… ani przez chwilę nie żałowałam, że poddaliśmy się leczeniu, ani razu nie pomyślałam, że zrobiłam źle. Wprost przeciwnie – całą sobą czuję, że było warto.


© 2013 - In Vitro bez Ryzyka - INVICTA. Klinika Leczenia Niepłodności INVICTA. Wszelkie prawa zastrzeżone. - www.klinikainvicta.pl