Program In Vitro bez Ryzyka - Twoja szansa na zdrowe dziecko. x

Długo leczyliśmy się z powodu niepłodności.

Czasami myślałam sobie, że jesteśmy dinozaurami – czytając fora znałam już odpowiedzi na wiele pytań, nie dziwiły mnie trudne, medyczne słowa, na pamięć znałam strony czołowych ośrodków in vitro w Polsce.  Podchodziliśmy do programu zapłodnienia pozaustrojowego cztery razy… to sporo… ostatni raz miał się w ogóle nie zdarzyć… po ostrym kryzysie w naszym związku, pogodziliśmy się z myślą, że będziemy żyć tylko we dwójkę. Tyle tego było… najpierw badania – ja z taką sobie rezerwą jajnikową, mój partner ze słabymi plemnikami, pierwsze podejście z ogromną nadzieją, bo zarodki rozwijały się świetnie, kolejne próby w trzech różnych klinikach, nowi lekarze, immunolog, psycholog, diety, suplementy, leki, diagnozy, analizy przypadków… z każdym kolejnym programem in vitro, sił było coraz mniej. Najgorsze było to, że nikt nie potrafił mi wytłumaczyć, dlaczego każde z podejść kończyło się niepowodzeniem. Więc poddaliśmy się.

Podczas jednej z rutynowych wizyt, moja lekarka poruszyła trudny temat naszych starań o dziecko. W międzyczasie oboje skończyliśmy 34 lata. Niby jeszcze nie byliśmy starzy, za starzy na bycie rodzicami, ale jednak już też nie pierwszej młodości. Może to kwestia genów – powiedziała. Ja odparłam, że szukaliśmy już różnych przyczyn, że przecież rodziny mamy zdrowe, sami nie chorujemy. Po dłuższej wymianie zdań, pani doktor namówiła nas na spotkanie z genetykiem i jeszcze jedną wizytę w klinice leczenia niepłodności. Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się, czy kolejna próba ma jeszcze sens. Z drugiej strony diagnostyka zarodków była metodą, której jeszcze nie próbowaliśmy. Do tej pory nikt nam jej nie proponował. Po nieprzespanej nocy i długiej rozmowie z moim partnerem Markiem, postanowiliśmy dać sobie ostatnią szansę…

mama i dziecko

Właściwie sam program z naszej perspektywy niewiele różnił się od pozostałych czterech. Badania, stymulacja, pick-up, zapłodnione jajeczka… więcej niż zwykle rozmawialiśmy z lekarzem i embriologami. W sumie dobrze wspominam te spotkania i dyskusje o kondycji naszych zarodków. Tymczasem w laboratorium in vitro działy się wtedy skomplikowane procesy. Cztery zarodki z sześciu były zdrowe genetycznie, dwa zostały podane w trakcie transferu. Po zabiegu czułam się średnio, ale postanowiłam za wszelką cenę zachować spokój. Nie chciałam się nakręcać na sukces, ani zamartwiać.

Dzięki badaniom preimplantacyjnym wszystko, co wcześniej przeżyliśmy można było wyjaśnić. W trakcie poprzednich programów in vitro mój organizm odrzucał wszystkie nieprawidłowe embriony. Kiedy zarodki zostały zbadane pod kątem problemów genetycznych, lekarze mogli przekazać do mojej macicy jedynie te zdrowe.

Adaś urodził się w terminie, dostał 10 punktów w skali Agpar. Za dwa miesiące skończy roczek. Jest cudownym, wesołym chłopcem. Zdecydowaliśmy, że jak tylko jeszcze trochę podrośnie, wrócimy do kliniki po jego braciszka lub siostrzyczkę.


© 2013 - In Vitro bez Ryzyka - INVICTA. Klinika Leczenia Niepłodności INVICTA. Wszelkie prawa zastrzeżone. - www.klinikainvicta.pl