Program In Vitro bez Ryzyka - Twoja szansa na zdrowe dziecko. x

Wcześnie zdecydowaliśmy się na ślub.

Właściwie jeszcze podczas studiów. Byliśmy jedną z niewielu par, które już w tamtym okresie myślały o rodzinie. Zarówno ja, jak i mój mąż zawsze marzyliśmy o kilkorgu dzieciach, domu tętniącym życiem.

Starania rozpoczęliśmy jeszcze w trakcie podróży poślubnej, przekonani, że po powrocie z dumą obwieścimy bliskim moją ciążę. Nie zaszłam od razu. Minęło dobrych kilka miesięcy, zanim na teście pojawiły się dwie kreski. Byliśmy przeszczęśliwi. Ja od razu chciałam rzucić się w wir zakupów dla dziecka i przygotowań do jego przyjścia na świat.


PROGRAM_IN_VITRO

Mój mąż podchodził do sprawy z większym spokojem. Oboje poszliśmy do ginekologa, by zobaczyć, jak rozwija się maleństwo. Radość nie trwała długo – w trzecim miesiącu ciąży poroniłam. Przeżyliśmy to oboje, jednak dość szybko postanowiliśmy ponownie starać się o dziecko. O kolejnej ciąży dowiedziałam się podczas wizyty u mojej lekarki – niepokoiły mnie akurat objawy wskazujące na infekcję. Mając w pamięci przeżyty ból, staraliśmy się zachować dystans do tych wieści.  Mijały kolejne tygodnie, a ja nie potrafiłam już powstrzymać fali narastającej we mnie radości i budzących się instynktów. Niestety te wszystkie emocje znalazły po raz kolejny smutny finał. Serce naszego skarbu przestało bić w 10 tygodniu…  Takie próby spełnienia marzeń podjęliśmy jeszcze dwie – pierwszą po roku od utraty drugiej ciąży, i kolejną – pół roku po trzecim poronieniu.

Później zabrakło nam sił. Byliśmy zdrowi, już nieco starsi, bardzo smutni i przygnębieni. Wtedy koleżanka lecząca się z powodu niepłodności powiedziała, że powinnam poradzić się genetyka. Że słyszała, że ronienie ciąży może być związane z mutacjami w niektórych genach. Postanowiliśmy dowiedzieć się więcej, więc umówiliśmy się na wizytę w poradni. Pani doktor zleciła nam wykonanie badania kariotypu, podniosła też bardzo na duchu, dając nadzieję.

Okazało się, że mój mąż ma translokację. Powodowała ona, że niektóre zarodki mimo tego, że zagnieżdżały się w mojej macicy, nie rozwijały się prawidłowo. Po kilku tygodniach w skutek tego następowało poronienie.

Wiedzieliśmy, że czas nam ucieka i nie chcieliśmy znów przeżywać straty. Zdecydowaliśmy się na in vitro oraz diagnostykę PGD. Nie był to łatwy proces, leczenie tego typu nie jest przyjemne i wymaga dużej samodyscypliny, wytrwałości. Musieliśmy też ze względu na koszty zmienić nieco nasze plany. To wszystko to jednak żadna cena za uśmiech i miłość naszego wspaniałego syna. Gdy się urodził, pomyślałam, że wreszcie nasze życie się dopełniło, że teraz możemy być szczęśliwą rodziną. I miałam rację.Smile


© 2013 - In Vitro bez Ryzyka - INVICTA. Klinika Leczenia Niepłodności INVICTA. Wszelkie prawa zastrzeżone. - www.klinikainvicta.pl